HFM

artykulylista3

 

Yaqin MS-30L

28 33 HIFI 09 2017 001

O tym, że wzmacniacze lampowe trzymają się mocno, nikogo nie trzeba przekonywać. Wystarczy odwiedzić kilka specjalistycznych sklepów ze sprzętem hi-fi lub przejrzeć relacje z którejkolwiek z branżowych wystaw. Dotyczy to każdego przedziału cenowego, od urządzeń za grosik, po high-endowe monstra.

W świetle powyższego można powziąć podejrzenia, że obiekt dzisiejszego testu wypłynął na fali mody na analogowe brzmienie. Prawda jest jednak inna.
Chińska firma Foshan Chancheng Yaqin Sound jest obecna na rynku od początku ubiegłej dekady i niemal wszystkie urządzenia grające, które opuszczają jej mury, powstają w technice lampowej, nie wyłączając odtwarzaczy CD. Produkcja odbywa się ręcznie, w warunkach niemal rzemieślniczych, a zakład Yaqina nie ma nic wspólnego ze sterylnymi, zalanymi światłem jarzeniowym halami, pełnymi anonimowych techników w białych czepkach i maseczkach.
Elektronikę Yaqina wyróżnia charakterystyczne wzornictwo, dalekie od europejskiej powściągliwości. Urządzenia są masywne, okazałe i na pierwszy rzut oka powinny kosztować ze dwa razy więcej, niż wynosi ich cena katalogowa. Co ciekawe, po bliższym poznaniu wrażenia te się potwierdzają.

 
Estetyka
Pod względem wizualnym MS-30L wydaje się kwintesencją lampowego piecyka. Wszystko jest na wierzchu, a drogocennych, w sensie emocjonalnym, baniek nie maskuje blaszana obudowa. Co więcej, bogate wyposażenie zaspokoi gusta nawet wybrednych użytkowników. Jedno tylko różni Yaqina od części innych lampiaków: staranne wykonanie, nijak nie pasujące do zwyczajowej partaniny mało wprawnego ucznia zasadniczej szkoły zawodowej, co reprezentuje np. upiornie drogie Tekne. Bo choć wygląd chińskiego piecyka może się podobać albo nie, to jakość jego wykonania nie podlega dyskusji.


 

 

28 33 HIFI 09 2017 002W MS-30L próżno szukać
plątaniny przewodów.


Budowa
Obudowę zrobiono z aluminium. Pokrywę elektroniki oraz osłony transformatorów anodowano na czarno, natomiast grube na blisko centymetr ozdobne panele pozostawiono w barwie naturalnej. Aluminiowa jest także klatka chroniąca lampy mocy.
Wszystkie symbole i oznaczenia wygrawerowano laserem, co podniosło koszty w porównaniu z najczęściej stosowanym nadrukiem. Praktykę tę Yaqin powtarza zresztą we wszystkich swoich urządzeniach.
Przedni panel wygląda bogato. Znajdziemy tam 6,3-mm wyjście słuchawkowe, przełączniki trybu pracy, bezpośredni dostęp do czterech źródeł oraz umiejętnie wkomponowany wyświetlacz z wbudowanym odbiornikiem podczerwieni i informujący o aktywnym wejściu. Nie zaszkodziłoby dodanie informacji o poziomie głośności, bo oznakowanie potencjometru już z niewielkiej odległości jest nieczytelne. Listę atrakcji zamyka mała kolorowa dioda, sygnalizująca fazę miękkiego startu.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Aluminiowy blok z lampami
wejścia i sterowania oraz
gałka potencjometru.


Potencjometr głośności przeniesiono na górną cześć wzmacniacza, pomiędzy lampy sterujące. Projektant nie bawił się w półśrodki i w charakterze pokrętła umieścił gruby aluminiowy krążek, gabarytami niewiele ustępujący hokejowemu.
Po obu stronach znalazło się osiem lamp – wejściowych i sterujących 6J1 – rodzimej produkcji, po cztery na kanał. Ich podstawki schowano pod grubą aluminiową płytą, a jako że wylądowały poza klatką ochronną, przed przypadkowym wyłamaniem zabezpieczają je dwa plastry akrylu, uniesione na kołkach dystansowych.
Z kolei lampy mocy to cztery pentody EL34-B chińskiej firmy Electra Tube, po dwie na kanał. Końcówki mocy MS-30L pracują w trybie push-pull, w klasie AB. Bańki chroni ażurowa klatka z wycięciem na transformator zasilający. Można ją łatwo zdemontować za pomocą klucza imbusowego, dołączonego w zestawie. W tym samym woreczku znalazłem śrubokręt do regulacji prądu spoczynkowego.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Klatka się przyda, gdy mamy
w domu małe dzieci lub kota.
Jej wpływu na brzmienie
nie stwierdzono.


Ostatnie dwa czarne prostopadłościany kryją parę transformatorów wyjściowych, nawiniętych wysokiej jakości emaliowanym drutem. Wszystkie trafa dostarczyła firma Stalloy.
Odwrócenie wzmacniacza nie należało do łatwych, bo pomimo kompaktowych gabarytów MS-30L waży ćwierć kwintala. Z tyłu ulokowano cztery zakręcane wejścia RCA oraz porządne terminale głośnikowe, z osobnymi odczepami dla czterech i ośmiu omów. Niestety, nie przewidziano wejścia gramofonowego, więc amatorzy szlifierek będą musieli dokupić osobny przedwzmacniacz korekcyjny. Listę atrakcji zamyka solidne gniazdo zasilania. Dwa bezpieczniki, dla każdego kanału osobno, umieszczono w zasięgu ręki.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Lampy 6J1 są chronione
przed wyłamaniem.


Włącznik zasilania przeniesiono na boczną ściankę. Ze względu na umiarkowaną urodę jest to dla niego idealne miejsce.
Żeby się dostać do środka, należy odkręcić dno. Na sposób ten wpadł całe wieki temu Sidney Harman przy okazji konstruowania amplitunera Festival D-1000 i do tej pory nikt nie wymyślił nic lepszego. W trakcie tej operacji dostrzegłem kolejną niecodzienną cechę: sześć nóżek, na których wzmacniacz się wspiera. Ze względu na nierówno rozłożony ciężar, ze środkiem ciężkości mocno przesuniętym do tyłu, cztery stopy mogłyby nie zapewnić wystarczającej stabilności, a tak – znalazł się sposób i na to.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Wyprowadzenia do pomiaru
biasu lamp mocy.


Klapa zakrywająca elektronikę ma 2 mm grubości i waży więcej niż niejeden odtwarzacz Blu-ray z supermarketu.
Wnętrze MS-30L zaskakuje porządkiem i schludnością. Cała kluczowa elektronika została wykonana w technice montażu przewlekanego i zmieściła się na jednej płytce. Podobnie jak miało to miejsce na zewnątrz, nie znalazłem nawet śladu nieuzasadnionych oszczędności. Wszystkie luty wyglądają solidnie, a żaden niepotrzebny przewód nie zaśmieca wnętrza.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Wyświetlacz podaje numer
aktywnego wejścia.


Wśród podzespołów znajdziemy porządne kondensatory Nippon Chemi-con, wysokiej jakości metalizowane rezystory, zaś za regulację siły głosu odpowiada czarny Alps, poruszany silniczkiem. Wybierak wejść zrealizowano na przekaźnikach.
Do MS-30L dołączono ciężki aluminiowy pilot, którego w chwili desperacji można użyć do obrony przed hordą zombie. Umieszczono na nim sześć przycisków: do regulacji siły głosu i bezpośredniego dostępu do każdego z czterech źródeł.  Nie jest może mistrzem precyzji, ale lepszy rydz niż nic.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Kwintesencja lampowego piecyka.


Zanim zaczniecie słuchać…
Przed odsłuchem warto uzbroić się w cierpliwość. Pośród modułów wzmacniacza zamontowano układ miękkiego startu, wydłużający żywotność lamp. Po włączeniu zasilania urządzenie przechodzi w tryb wyciszenia i dopiero po kilkudziesięciu sekundach jest gotowe do pracy. Informuje o tym zmiana koloru prawej diody na froncie oraz… przejście potencjometru na godzinę dziewiątą.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002 Potencjometr w dość
oryginalnym
miejscu.


Kolejną czynnością będzie wybór jednego z trybów pracy i w tej kwestii najlepiej się zdać na własne upodobania. MS-30L oferuje możliwość słuchania muzyki w trybie triodowym, ze zwiększoną liniowością charakterystyki, oraz pentodowym – ze zwiększoną mocą. W tym pierwszym pentody EL-34 B pracują jako triody bez lokalnego sprzężenia zwrotnego, zachowując charakterystyczną dla tego typu konstrukcji słodycz brzmienia. W trybie pentodowym wzrasta moc – do 50 W przy 8 omach i 80 W przy czterech – oraz nieco poszerza się pasmo przenoszenia. Fabrycznie MS-30L był ustawiony w trybie triodowym i tak też prowadziłem odsłuchy.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Ku radości estetów, włącznik z boku.


Rys kulturowy
Chińskie imiona, podobnie jak ma to miejsce np. na Węgrzech, są umieszczane po nazwisku. Z reguły są kombinacją dwóch znaków, często archaicznych, znalezionych niekiedy w literaturze sprzed wieków. Kombinacji może być tyle, ilu Chińczyków i spotkanie dwóch mieszkańców Kraju Środka o tym samym imieniu jest praktycznie niemożliwe.
Charakterystyczne jest również to, że chińskie imiona zawsze coś oznaczają, symbolizują bądź wyrażają pragnienia. I tak imię inicjatora chińskich reform społeczno-gospodarczych Deng Xiaopinga oznacza „Mały Spokój”. Były premier Chin Wen Jiabao to „Domowy Skarb”, a eksprezydent Hu Jintao – „Brokatowa Fala”. Wybór imienia nie jest sprawą prostą, ponieważ w proces ten często ingeruje chiński kalendarz, astrologia, zwyczaje i mnóstwo innych elementów. W dodatku Chińczycy mają po kilka imion, ale nie wchodźmy w aż takie szczegóły.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Konia z rzędem temu,
kto się oprze takiemu widokowi.


Podobnie jest w nazwami firm. W Kraju Środka raczej nie natkniemy się na odpowiednik naszego Władexu, Wenus Złomu czy sklepiku U Eli. Zamiast tego mamy Huawei, czyli „Wspaniałe Osiągnięcie”, Xiaomi – „Małe Ziarnko Ryżu” i Tsingtao, czyli „Zieloną Wyspę”. Nie inaczej jest z nazwą dzisiejszego bohatera testu. Otóż „Yaqin” można przetłumaczyć jako „Elegancki Charakter” (Ya znaczy w języku chińskim „elegancki”, a Qin – „charakter”). Może więc właśnie takiego brzmienia należy oczekiwać?
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Sześcionogi wzmacniacz lampowy.


Wrażenia odsłuchowe
W muzyce klasycznej MS-30L faktycznie zdradzał nienaganne maniery. Brzmienie było lekko ocieplone, gładkie i przyjemne. Od razu też dał o sobie znać największy atut Yaqina, czyli średnica.
Pod względem nasycenia barw, plastyczności i namacalności bez wątpienia zasługuje na wysokie noty. Odgłosy towarzyszące śpiewaniu oraz niuanse artykulacji zostały przestawione wiarygodnie i gdybym przed testem nie znał ceny MS-30L, to za ten aspekt ulokowałbym go spokojnie dwa przedziały wyżej. Średnica nie należała do kryształowo przejrzystych, ale było w niej coś tak fizjologicznego i urzekającego, że odciągało uwagę od pozostałych zakresów. A przecież te także nie były od macochy.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Wejścia liniowe, odczepy na
4 i 8 omów oraz wejście zasilania IEC.


Bas schodził nisko i generalnie cechował się niezłą kontrolą. Czasem tylko zdarzało mu się zaszaleć z rockandrollowym przytupem. Dodawał przez to więcej swobody koturnowym dziełom, wygrywanym przez wyfraczonych muzyków na instrumentach z epoki. Nie traktowałbym tego jako wady, lecz jako próbę zakumplowania się ze słuchaczem. Dodam, że udaną.
Z kolei wysokie tony – soczyste i słodziutkie – można porównać do dojrzałego melona i z równym smakiem pochłaniać w dużych porcjach.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Porządne gniazda RCA,
brak wejścia gramofonowego.


W jazzie i rocku powyższe spostrzeżenia zostały spotęgowane. Brzmienie gorącej, zmysłowej średnicy, opartej na mocnym, swingującym basie i ozdobionej pyszną górą, wydawało się kwintesencją lampowego grania. Wykonawcy nawiązywali bezpośrednie relacje ze słuchaczem i nawet jeśli w życiu prywatnym poruszali się otoczeni kordonem asystentów i ochroniarzy, to teraz okazywali się spoko ziomkami, jak by to określiła współczesna młodzież.
Choć może się to wydawać nadmiarem szczęścia, także do stereofonii nie sposób było zgłosić zastrzeżeń. Scena wylądowała za linią głośników, a jej szerokość wykraczała poza fizyczne ustawienie kolumn. Separacja instrumentów była bardzo dobra, a odległości pomiędzy planami – czytelne. Tam natomiast, gdzie zamysłem realizatora było wciągnięcie słuchacza w wir muzycznych zdarzeń, dźwięki bez trudu odrywały się od głośników, a ich lokalizacja niejednokrotnie potrafiła mile zaskoczyć.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Solidne terminale głośnikowe
przyjmą wszystkie cywilizowane
końcówki kabli.


W czasie formalnego testu przez odtwarzacz przeszło kilkadziesiąt płyt. Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak „Komeda Inspirations” Jana Bokszczanina. To zbiór organowych interpretacji najbardziej znanych tematów filmowych i jazzowych. Akustyka warszawskiego Kościoła Ewangelicko-Reformowanego została bardzo dobrze odwzorowana. Wyraźnie ocieplone organy ukazały swój majestat, bez potrzeby efektownych huknięć w największe piszczałki. Niebiański wokal Grażyny Auguścik, szybujący pod sklepieniem, dosłownie chwytał za serce. A przecież wymiana fabrycznych lamp na modele innych producentów może jeszcze to i owo poprawić. Warto spróbować, zwłaszcza że apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Reasumując, Yaquin MS-30L to kwintesencja lampowego grania. Z czystym sumieniem można go polecić melomanom, dla których od snobistycznego loga, wywołującego zazdrość imieninowych gości, ważniejsza jest przyjemność, płynąca ze słuchania ulubionych nagrań.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Choć gołym okiem tego nie widać,
transformatory wyjściowe nawinięto
emaliowanym drutem.


Konkluzja
W świetle powyższego, cena Yaqina MS-30L jest po prostu śmieszna.
 

 

28 33 HIFI 09 2017 002Przeciwpancerny pilot.


 

Yaqin MS 30L o

 

 

 

 

 



Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

 

 

Komentarze  

0 #1 Michał 2059883 2018-02-09 22:16
Przyjemna i autentyczna recenzja.
Osobiście dorzuciłbym informację, że trafa pracują cicho i nie nagrzewają się przesadnie, bo niektórzy mają wątpliwości do jakości całości.

Bardzo żałuję, że w takich testach chińskich lampowców nie można dorzucić informacji co się stanie po zmianie chociaż lamp sterujących = uważam je za element psujący o klasę ten wzmacniacz. Ale oczywiste, że nie możemy sobie pozwolić w testach na rolowanie lampami ze względów ekonomicznych jak i godnego porównania sprzętu jakim jest "made in china" bezpośrednio.

Sprzęt posiadam ok 2 lat.
Nie mam z nim żadnych problemów technicznych, potencjometr jest precyzyjniejszy niż w poprzednim MC10L, a lampy chyba lepiej służą dzięki "soft start".

Zastanawiałem się podczas zakupu na MC100B, ale KT88 grają dla mnie zbyt mało czarująco, ciut za ostro na górze, choć bas jest potężny. Ale też brak pilota, czy soft startu = to jednak małe rzeczy które cieszą w MS-30L.

Polecam!
Cytować | Zgłoś administratorowi