HFM

artykulylista3

 

Marta Król & Paweł Tomaszewski Group - Tribute To The Police

cd062017021

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Po udanych „The First Look” i „Thank God I’m a Woman” wokalistka Marta Król proponuje album z jazzującymi wersjami największych hitów The Police. Trochę się obawiałem tego projektu, mając świadomość, jak łatwo podobny materiał może się wymknąć spod kontroli. Zanim sięgnąłem po płytę, obejrzałem klip „Every Little Thing”, który uświadomił mi, że obawy były nieuzasadnione. Album ma wiele walorów, z których dwa wydają się najistotniejsze. Pierwszy to aranżacje. Ich autor, pianista Paweł Tomaszewski, potraktował materiał źródłowy z wyczuciem, utrzymując równowagę między rockowym charakterem piosenek Stinga, a lekką, acz wysublimowaną formułą pop-jazzu. Jego opracowania to muzyka stworzona niemal od podstaw. Linie melodyczne oryginałów zostały obudowane nową harmonią, wzmocnione bardziej złożoną warstwą rytmiczną i zyskały oryginalną szatę brzmieniową. To efekt przemyślanej selekcji instrumentów (flety, klarnety, saksofony, waltornia plus fortepian z sekcją) i wykorzystania ich potencjału kolorystycznego. Brzmi to po prostu bajecznie! Drugim atutem jest wokalistka Marta Król, której przepiękny alt o nieskazitelnej intonacji i ciepłej barwie ukazał muzykę The Police w bardziej lirycznej odsłonie. Polecam szczególnie „Every Breath You Take”, „Wrapped Around Your Finger” i „Roxanne”.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

John Abercrombie Quartet - Up and Coming

cd062017003

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Sporo sobie obiecywałem po najnowszym krążku Johna Abercrombiego, którego cenię za oryginalny styl i masę świetnych albumów. Jednak już po pierwszym utworze („Joy”) dotarło do mnie, że mam do czynienia z produkcją nieco poniżej poziomu, do jakiego nas przyzwyczaił. To wrażenie potwierdziła kolejna kompozycja – „Flipside” – bezproblemowy postbop o stałym pulsie i repryzowej budowie. Zdecydowanie lepiej wypadł „Sunday School” – tu możemy podziwiać walory „późnego” stylu gitarzysty, który rozkłada dźwięki z rozwagą godną mistrza. Pozytywnie zaskoczył „Silver Circle” autorstwa Marka Coplanda – pianisty kwartetu. Temat tego utworu, asymetryczny w strukturze, został wyposażony w zgrabny motyw, który lider twórczo rozwinął w ciekawej improwizacji. Pokazał w niej też inne, nieco groźniejsze oblicze, operując bardziej surowym tonem i uwalniając swą grę od ciągłej kontroli. Słabością albumu, obok przeciętnych kompozycji, jest też bezwolność reszty zespołu. Zamiast budować opozycję do mocno zredukowanego stylu lidera, a w efekcie wywołać konflikt, ferment, który jest głównym paliwem jazzu, muzycy Abercrombiego podążyli za nim biernie, nie wychodząc poza przypisane im role. Taka postawa spowolniła i tak już dość statyczną narrację, osłabiając przy tym wyrazistość przekazu. Niemniej, warto sięgnąć po ten album, choćby dla magii brzmienia gitary lidera.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Benedikt Jahnel Trio - The Invariant

cd062017005

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Dwa pierwsze utwory „The Invariant” wydały mi się zbyt gładkie i bezkolizyjne jak na wyśrubowane standardy ECM-u. Wszystko zmieniło się w „Mirrors”, gdzie Jahnel błysnął kunsztem kompozytorskim. Ten prosty, acz fenomenalnie zharmonizowany temat zapadł mi w pamięć. W ogóle harmonia, tak w sensie struktury akordów, jak i jak ich rozplanowania, jest mocną stroną muzyki lidera. Już w rozpoczynającym płytę „Further Consequences” tonacje zmieniają się jak w kalejdoskopie, a finał („En Passant”) to przykład brawurowego zastosowania modulacji. Podobał mi się też „Part Of The Game”, w którym zapętlona formuła lewej ręki tworzy bazę dla ekspozycji i rozwijania przekornego tematu. Sporo dobrego można też powiedzieć o Jahnelu jako pianiście. Dysponuje solidną techniką i głębokim tonem. Ze smakiem „gra” przestrzenią. Nieco rozczarowuje w partiach improwizowanych – kiedy dramaturgia jego solówek słabnie, „ratuje się” wirtuozerią rodem z muzyki klasycznej. Trio prezentuje się całkiem nieźle. Brzmi jak jednolity, idealnie zsynchronizowany organizm. Ma zbalansowany sound, a każdy z jego członków zna swoje miejsce. Do pełni szczęścia zabrakło mi ciekawych interakcji – przez większość płyty basista i perkusista pracują na konto lidera. Jednak to udany album. Spodziewałem się muzyki bardziej oczywistej, a spotkało mnie miłe zaskoczenie.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Dominic Miller - Silent Light

dm123321

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„Oprócz wykonywania znanych utworów rockowych, ma smykałkę do klimatów jazzowych i angielskiego folku.” Tak o Dominiku Millerze pisze w dołączonej do płyty książeczce Paul Simon. Wie, co mówi, bo występował z Millerem i nieraz widział go w akcji. Ciepłych słów Millerowi nie szczędzi także Sting, którego gitarzysta wielokrotnie wspomagał muzycznie. Ostatnio panowie pracowali razem nad płytą „The Last Ship”. Dlaczego jednak o nowym albumie gitarzysty wypowiadają się artyści rockowi, a nie wykonawcy muzyki improwizowanej? Przecież album „Silent Light” został wydany przez ECM. To prawda, ale nie zawiera wyłącznie utworów jazzowych. Mamy tu głównie melodyjne współbrzmienia gitary akustycznej i perkusjonaliów, nad którymi wzorowo panuje Miles Bould. „Silent Light” to jazzująca muzyka świata, rozpisana na dwa instrumenty. Jedynie w utworze „Chaos Theory” Miller gra na elektrycznym basie. „Silent Light” to doskonałe utwory na wieczorną zadumę. Ciekawiej było na krążku „November” sprzed dwóch lat, ale i tu jest czego posłuchać. Do samochodu nie polecam, bo można zasnąć. Nie z nudy, bo sporo się dzieje, ale klimat nagrań jest na tyle relaksacyjny, że można przeoczyć jakiś znak drogowy.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Natalia Mateo De Profundis

cd123321

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Wprawdzie Polacy nagrywali już pod szyldem ACT Music, jednak nie słyszałem jeszcze wydanych przez tę niemiecką firmę nagrań w języku polskim. „De profundis” takie zawiera i to zarówno nowe, jak i pochodzące z odległej historii. Polski evergreen to niewątpliwie „Dziwny jest ten świat” Niemena. Kołysanka z „Dziecka Rosemary” zadebiutowała wprawdzie w Ameryce, w horrorze Romana Polańskiego, ale skomponował ją Krzysztof Komeda. Warto jej posłuchać z polskim tekstem. W programie znalazły się też światowe hity, wśród nich filmowy przebój „I Will Always Love You” autorstwa Dolly Parton, a spopularyzowany przez Whitney Houston. Prawdziwy muzyczny tygiel. Nad wszystkim panuje polska wokalistka, od lat mieszkająca w Berlinie. Mateo nie tylko śpiewa. Skomponowała także premierowe piosenki i połowę z nich zaaranżowała. Można, co prawda, zgłosić pewne zastrzeżenia do jej wersji przeboju Niemena, ale trudno poprawić doskonały oryginał. Ciekawie natomiast wypadła kompozycja Dolly Parton, zinstrumentalizowana zupełnie inaczej niż w oryginale. W stworzeniu pomysłowych podkładów pomogli Mateo utalentowani instrumentaliści. Wyróżnia się zwłaszcza grający na perkusji Fabian Ristau, ale również gitarowe solówki Dany’ego Ahmada zasługują na uwagę.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Viktoria Tolstoy - Meet Me At The Movies

cd062017018

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Każdy premierowy utwór szwedzkiej wokalistki jazzowej – praprawnuczki Lwa Tołstoja – porównuję zwykle z jej fenomenalnym nagraniem „From Above”. Mogłoby się ono stać motywem przewodnim kolejnego filmu o przygodach Jamesa Bonda. Nowy album szczególnie mi się z tym nagraniem kojarzy, zwłaszcza że tym razem piosenkarka wzięła na warsztat wyłącznie kompozycje z filmów. Pod względem jakości wykonania dostajemy wszystko, za co Viktorię Tolstoy cenimy. Jej głos jest gładki, delikatny, ale też ekspresyjny, kiedy wymaga tego interpretacja. Towarzyszącym muzykom także nie sposób odmówić talentu. Zgrabnie dobrano aranże, choć niby to tylko bas, gitara i perkusja. Okazjonalnie pojawia się głos i puzon Nilsa Landgrena, producenta albumu. Czasami słychać też fortepian, na którym gra Iiro Antala. Wśród anglojęzycznych piosenek niepotrzebnie pojawił się utwór ze szwedzkim tekstem, ale może się czepiam. Świetnie natomiast Tolstoy zaprezentowała „Love Song From A Vampire” z horroru „Drakula” (1992, reż. F. F. Coppola). Udała się też interpretacja „Smile”. Za to piosenka „Kiss From A Rose” zdecydowanie lepiej brzmiała w wykonaniu Seala.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF